• Wpisów:48
  • Średnio co: 36 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 17:41
  • Licznik odwiedzin:19 035 / 1803 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Revolution

To amerykański serial opowiadajacy o świecie bez elektryczności.
Piętnaście lat wcześniej, nieznane zjawisko wyłączyło wszystkie technologie zależne od
energii elektrycznej, począwszy od komputerów i sprzętu elektronicznego kończąc na
silnikach samochodowych. Ludzie zostali zmuszeni do funkcjonowania w świecie
bez technologii. Stary porządek świata rozpadł się, a na miejsce dobrze znanych nam krajów
powstały państwa dyktatorskie. W jednej z nich (nazywanej od imienia przywódcy),
w Republice Monroe, żyje rodzina Mathesonów. Jak się okazuje jej członkowie mogą mieć
związek z tym co się stało 15 lat temu..
Tyle z fabuły.
Jak widziecie nie jest ona moze
specjalnie odkrywcza, ale mi akurat przypadła do gustu. Teraz dochodzę do
wniosku że oglądanie tego serialu było moim guilty pleasures. Połowa bohaterów mnie denerwowała
samym swoim byciem na ekranie (Charlie, Jason) lub swoimi głupimi decyzjami życiowymi (Ben, Rachel).
Serial nie jest jakimś arcydziełem, czasami miałam ochotę się zastrzelić gdy patrzyłam co się dzieje na ekranie,
ale pomimo tego ogladałam go z napieciem. Moim zdaniem (gdy już się wciągnie w akcję) jest on doskonałym
sposobem na odpoczynek i wieczorny relaks. Serial dodatkowo obfituje w cliffhangery.
Fabuła jest w pewnych momentach ciut naciagana, ale przeciez na świecie nie ma ideałów. Bliskiemu ideałowi
była postać generała Monroe (zwłaszcza w drugim sezonie). Lubię takich bohaterów, którzy wydają
się źli do szpiku kości, ale przy bliższym poznaniu okazują sie bardzo interesujący.
Sebastian Monroe ma dodatkowo bardzo ciekawe wiezi emocjonalne z każdym z bohaterów, ich konfrontacje i wszelkie
rozmowy były bardzo interesujące. Na minus jest postac Charlie Matheson. Dziewczyna jest bardzo denerwująca. Bardzo.
Nawet trudno mi to opisać. Aktorka gra jedną miną, postać podejmuje niezbyt mądre decyzje. Na poczatku
serialu była zagubioną dziewczyną, a już po kilku odcinkach drugą Larą Croft, która zabija bez zastanowienia.
Mało wiarygodna zmiana moim zdaniem.
Duuużym minusem jest też fakt że serial został skasowany po 2 sezonie
(zapewne z powodu zbyt niskiej oglądalnosci). Mało tego. Kończy się w takim momencie
że wiekszość zbiera szczęki z podłogi. No ale niestety.
 

 
Witam!
Jestem ciekawa czy po tak długiej przerwie ktoś skomentuje moje wpisy, ale zaczęłam sie nudzić, więc musiałam coś napisać.
Rok temu zaczęłam pisać tego bloga, bo potrzebowałam odskoczni od codzienności. Musiałam się z kimś podzielić swoją opinią na temat nowego filmu, piosenki czy jakiegoś stroju gwiazd Hollywoodu na premierze nowego filmu. Teraz jest tak samo. W najbliższym czasie postaram sie dość regularnie wstawiać tu wpisy (oczywiście regularność to rzecz wzgędna, zaczęłam chodzić do liceum, wiec to nie przelewki). Na początek kilka mini recenzji seriali.
 

 
Jak już wcześniej pisałam, z niecierpliwością czekałam (i nadal czekam) na premierę nowego filmu o przygodach agenta 007. W Londynie, odbyła się premiera tego filmu. Pojawił się na niej nawet książę Karol z Camillą. Jej strój był... taki jak zwykle czyli nieco babciowaty, aczkolwiek naprawdę wyglądała z klasą. Suknia miała śliczny fioletowy kolor (mój ulubiony). Przepiekna (choć trochę babciowata) bizuteria wspaniale do niej pasowała.
 

 
Ostatnio wg nie mam na nic sił... Jesienna chandra?
Tak więc ostatni weekend spędziłam w łóżku z książką. Przed państwem....:
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"
Autor: Stieg Larsson
Fabuła:
Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

Tyle na temat fabuły. A co do książki: Sadziłam że, po obejrzeniu filmu, książka nie będzie taka wciągająca. Owszem film oglądałam pół roku temu ale nadal pamiętałam, kto będzie zły a kto dobry. Pomyślałam sobie że pewnie nic już mnie w niej nie zaskoczy. Myliłam się. I to bardzo…
Nie wiem nawet do jakiego gatunku przyporządkować to dzieło. Nie waham się użyć słowa "dzieło", gdyż „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet są” powieścią, która naprawdę mnie zachwyciła. Jest w niej i trochę kryminału, i sensacji, i thrillera. Nie da się jej jednoznacznie zaszufladkować. Jednak na pewno jest to rozrywka najwyższej klasy, dająca jednocześnie wiele, bardzo wiele do myślenia, wpływająca na sposób w jaki postrzegamy świat i pokazująca problemy, z których wielu zdaje sobie sprawę tylko bardzo mgliście.

Pod mistrzowsko skonstruowaną, wielowątkową fabułą kryje się opis wielkiego problemu jakim jest sposób traktowania kobiet w podobno cywilizowanych, demokratycznych państwach. Z niezrównaną maestrią odmalowane postacie o bardzo przekonujących, spójnych konstrukcjach charakterów sprawiają, że czytając teleportujemy się w ich świat i możemy z nimi obcować jakby tutaj i teraz. Efekt potęguje jeszcze przenoszenie widzenia intrygi w pozycje różnych obserwatorów. Zabieg ten udał się Larssonowi jak mało komu. Nie powoduje zagubienia czytelnika i jest tak płynny, jakbyśmy raz byli aniołem stróżem Blomkvista, a w innej chwili Salander. Ci dwoje, trapieni własnymi problemami, będą musieli stanąć do rozgrywki, która jest jedną z najbardziej fascynujących i wielopłaszczyznowych intryg napotkanych przez mnie w literaturze od dłuższego już czasu.
Jedynym minusem było (jak dla mnie) zbyt długie i nudnawe rozpoczęcie. Książka potrzebuje ok. 150 stron aby zawiązała się normalna akcja. Dopiero po kolejnych ok. 100 stronach czytelnik (przynajmniej ja) wpada w stan, który nazywam „bezdechowym czytaniem książki”. Nie możemy przestać jej czytać i chociaż co chwila mówimy sobie że „to już ostatni rozdział/podrozdział/akapit” zaraz rozpoczynamy kolejny. Jeśli już uda się od niej oderwać (np. jest 3 w nocy i środek tygodnia) nie możemy przestać o niej myśleć. Przygody Mikaela i Lisbeth ciągle chodzą nam po głowie…
 

 
Nina Dobrev była jedną z wielu gwiazd, które powiły się na przyjęciu celebrującym kobiety w Hollywood zorganizowanym przez L'Oreal i Calvina Kleina. Jak dla mnie największym zaskoczeniem było to że (podobnie jak inne osoby) nie założyła ona stroju od organizatora imprezy.
Na ta okazję wybrała niebieską sukienkę z koronką od Very Wang. Od razu powiem wam że w sukience spodobał mi się tylko pomysł. Bardzo lubię koronkę, i chociaż niektórym jej połączenie z niebieskim materiałem, pewnie nie przypadło do gustu, mi się spodobało.
Na tym jednak pozytywy sie kończą. Problemem tej sukienki, jak i całego stroju jest jakiś przedziwny golf. Najciekawsze jest jednak do że w oryginalnej wersji go nie ma. Nie mogę zrozumieć czemu Nina zdecydowała się właśnie na taką wersję, a nie na tą, która została zaprezentowana na pokazie. Dodatkowo całkowicie nie trafionym pomysłem wydaje mi się dłuższa koronka na dole sukienki. Nie za bardzo lubię takie rozwiązania i w tym wypadku jestem jak najbardziej na nie.
Makijaż jak zawsze idealny, szkoda że nic to nie zmienia... Fryzura troszkę dziwna, wydaje mi się że opaska nie pasuje do Niny. Największym plusem jak dla mnie są piękne sandałki od Jimmy'ego Choo. Dużo bym dała żeby je zdobyć...
 

 
Mam nadzieję że nie zanudziłam was tym ciagłym dodawaniem różnych mniej lub bardziej ciekawych filmów, ale osatnio nie mam za wiele czasu. A jednak wczoraj zanlazłam chwilę żeby spotkać się z koleżnką. W pewnej chwili zgłodniałysmy i posatnowiłyśmy zabawić sie w kucharzy. Ponieważ miała ona na balkonie lekko przejrzałą cukinię, kabaczka i zupę pomidorową z weekendu, czyli rzeczy, które trzeba szybko spożyć, zdecydowałyśmy się na zapiekany ryż z warzywami. Przepis jest prosty i łatwy, a co najważniejsze można do niego dodać składniki wg swojejo własniego uznania.

- 2-3 dojrzałe pomidory
- bakłażan
- cukinia
- oliwa z oliwek
- cebula, posiekanej w kosteczkę
- 1 ząbek czosnku, pokrojony na plasterki
- 150 g surowego ryżu (najlepiej zwykłego białego)
- woda lub bulionu
- troszkę zupy pomidorowej lub koncentrat
- sól, pieprz
- tarty ser

Przygotowanie:

•Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w kostkę i włożyć do miseczki. Bakłażana i cukinię umyć i pokroić w większą kostkę (około 2,5 cm). Piekarnik nagrzać do 200 stopni.
•Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek, dodać cebulę i zeszklić ją na małym ogniu mieszając od czasu do czasu (około 5 minut). Dodać czosnek a po minucie dodać bakłażana i lekko zrumienić go smażąc przez około 3 - 4 minuty.
•Dodać ryż a po minucie wlać wodę lub bulion. Zagotować, dodać zupę/przecier pomidorowy, doprawić solą, pieprzem, wlać łyżeczkę oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia. Pogotować przez minutę a następnie dodać pomidory i cukinię. Po minucie odstawić z ognia, wymieszać z natką pietruszki i przełożyć do naczynia żaroodpornego wysmarowanego oliwą.
•Naczynie zamknąć i wstawić do piekarnika na 35 minut. Naczynie otworzyć, posypać tartym serem, przykryć i ponownie wstawić do piekarnika na 20 minut. Jeśli lubimy gdy ser jest lekko zrumieniony, ostatnie 10 minut zapiekamy bez przykrycia
  • awatar Mirya: Mniaaam :D
  • awatar '-': Wygląda smakowicie. :) Zapraszam do mnie. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Właśnie wróciłam z Koncertu Muzyki Filmowej. Może któraś z Was była na nim, w tym, albo w zeszłym roku? Ja byłam na nim po raz pierwszy i mogę Wam powiedzieć że na pewno nie ostatni...
Żeby zachęcić Was do udziału w nim, wstawiam kilka melodii ze znanych filmów, zaprezentowanych na Koncercie.

Oprócz tego była jeszcze muzyka z Forresta Gumpa, Gladiatora, Supermana i wielu innych.
Przyznam że mi zabrakło tylko pięknej muzyki z Gladiatora pt. "Now we are free".
A Wy co byście jeszcze dodali. Dopowiem jeszcze że koncert był poświęony Johnowi Wiliamsowi i to jego kompozycje zostały w większości zaprezentowane.
  • awatar Alys27: John Williams to geniusz muzyczny :D Ja też uwielbiam muzykę filmową! Ja bym dodała tu jeszcze Howarda Shore'a z sountrackiem z Władcy Pierścieni :) Poza tym... Harry Gregson-Williams z Opowieści z Narnii i Shreka i Hans Zimmer z Piratów... Ale Gladiator też był boski!
  • awatar avril729: Gladiator to chyba najlepszy sountack wszech czasów... Gdy słyszę od razu mam łzy.
  • awatar Mirya: Uwielbiam muzykę filmową, a John Wiliams to jeden z moich największych idoli. To co zrobił w "Wyznaniach Gejszy" - MAGIA!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kolejna piosenka, wpadająca w ucho. Przyznam że wczoraj nie mogłam się od niej opędzić:
 

 
Ostatnio znalazłam bardzo fajny przepis na zupe-krem z pomidorów.
-2 duże pomidory, obrane i pokrojone w kostkę (mogą być z puszki, wtedy nie trzeba się z nimi męczyć)
-oliwa z oliwek
-bazylia
-czosnek
-sól
-pieprz
-śmietana

Rozgrzewamy na głębokiej patelni oliwę i dodajemy pomidory (razem z sokiem). Zmniejszamy ogień, dodajemy bazylię, czosnek, pieprz i sól. Przez 10 min dusimy pod przykryciem. Potem wlewamy do blendera, miksujemy, dodajemy śmietany i już! Możemy dodawać z grzankami i serem.
  • awatar Mirya: Ostatnio robiłyśmy z dziewczynami zupę krem... Wyszła tragicznie xD
  • awatar MandiWoo: mmm..;) Chyba sobie zrobie ;) Zapraszam do mnie;) Pozdrawiam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak na razie na Festiwalu Filmowym w Nowym Jorku nie wydarzyło sie nic ciekawego. No właśnie... Jak na razie. I to "jak na razie" trwało aż do pojawienia się Nicole Kidman na gali, związanej z promocja jej nowego filmu o Grace Kelly. A tak na marginesie - dobranie jej do roli uważam za dobry wybór, bo jak dla mnie jest ona do pieknej ksieżnej bardzo podobna.
Ale wracając do gali. Jako gwiazda wieczoru Nicole, na pewno chciała aby wszystkie oczy były zwrócone na nią. Zgaduję że to właśnie z tego powodu zdecydowała się na tą kreację. Aktorka załozyła CZERWONĄ sukienkę od L'Wren Scott, którą połaczyła z CZERWONYMI butami i CZERWONĄ szminką. Bardzo lubię czerwień, ale nie aż tak. Butów wg nie było widać, bo jak na wielką gwiazdę przystało, Nicole chodziła po CZERWONYM dywanie. Do tego sukienka nie do końca przypadła mi do gustu, głównie ze wzgędu na (jak dla mnie) nieodpowiednią długość i koszmarny wzorek. Aktorka na pewno była widoczna (aż za bardzo), ale nie wiem czy miała dokładnie taki zamiar.
  • awatar Mirya: No, trochę nudno z dodatkami niestety ;p Ale film ciekawi :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zaczełam pisać o Bondzie, a nie spytałam się Was o najważniejsze: który aktor najbardziej sie Wam w tej roli spodobał? Ja najbardziej lubię... no własnie... kogo? Chyba Craiga... Ale nie jestem pewna... Czy wg uważacie że zatrudnienie blondyna, było dobrym pomysłem?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Lubicie ogladać filmy o Jamesie Bondzie? Ja tak, chociaż nie mam pokoju obklejonego jego plakatami. Jak juz zapewne wiecie, już 26 października, jest premiera nowego filmu o przygodach tego brytyjskiego agenta. Przyznam że tytuł i zwastuny bardzo mnie zaciekawiły. Może wybiorę się do kina? Kto wie?...
Piosenkę do filmu, skomponował nie kto inny jak Adele. Przyznam że piosenka, jako piosenka, mnie nie zachwyciła... Takie brzdęk, brzdęk...Pomimo że nie podobiła ona mojego serca, jestem w stanie zrozumieć, czemu właśnie taki styl wybrała piosenkarka. Utwór wspaniale wpasowuje się w styl piosenek tytułowych Jamesa Bonda. Taka eteryczna i tajemnicza, napewno będzie odopowiednią oprawą do filmu. Poniżej dwa zwiastuny i właśnie piosenka Adele.
  • awatar Please Don't Stop The Music: A mi piosenka przypadła do gustu od pierwszego usłyszenia... jak dla mnie "bondowski klimat" został jak najbardziej odpowiednio wyeksponowany ;)
  • awatar Mirya: Wow, Adele <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kolejna ulubiona piosenka:
Taka wpadająca w ucho...
 

 
Ale dawno nie pisałam... No cóż, ostatnio nie mam ani jednej wolnej chwili.

Która z Was uwielbia ryż zapiekany? Ja go po prostu ubóstwiam. Zresztą lubię ryż w właściwie każdej postaci. Kiedy, więc mi się go zachciało, to stwierdziłam że zrobię sobie ryż zapiekany z jabłkami. Ostatnio mam mało czsu, więc o to moja wersja na szybko:
ryż
szklanka mleka
szklanka wody
dwa jabłka
cynamon
masło
cukier

Ryż gotujemy w mleku z wodą, aż te się (prawie) wygotują. Jabłka obieramy i ścieramy na tarce z gubymi oczkami. Mieszmy z cynamonem i cukrem i podsmażamy na maśle. Dodajemy ugotowany ryż i przez chwilę trzymamy na patelni, żeby troszkę się przeszły. I gotowe!
Pycha!
 

 
I mój ulubiony cytat z "Czasu Honoru"
Martin Halbe: Jeszcze ci nie pogratulowałem.
Lars Rainer: No właśnie.
 

 
Kolejny wpis z cyklu "Ulubione Książki"

"Król złodziei"
Autor: Cornelia Funke
Fabuła: Dwaj bracia po śmierci matki uciekają przed swoją ciotką. Estera chciałaby zatrzymać tylko młodszego Bo, a starszego, Prospera, odesłać do szkoły z internatem. Chłopcy postanawiają zostać razem i wyruszają z Hamburga do odległej Wenecji miasta, które w opowieściach mamy jawiło się jako baśniowa kraina, pełna skrzydlatych lwów i rżących koni. Okazuje się, że magiczne miasto na wodzie jest gościnne nie tylko dla nich...

Tyle na temat fabuły. A co do książki: 'Króla Złodziei' czyta się świetnie - to jedna z tych powieści, którą pochłania się jednym tchem i w której całkowicie się zatraca. Opisy są barwne i fascynujące - pozwalają poznać pełne magii miasto i pełnych uroku bohaterów. I choć najmłodszym czytelnikom nie polecałabym takich historii (w końcu mogą zapragnąć żyć tak, jak ich mali przyjaciele), ale niewątpliwie dla nastolatków powieść ta nadaje się idealnie. Jestem pewna, że właśnie w takich książkach kryje się ta magia, która przyciąga młodego czytelnika i zachęca go do poznawania bliżej literatury.
Stworzona przez Funke historia pełna jest ciepła i magii. To taka baśniowa przygoda, którą chciałby przeżyć niemal każdy z nas. I choć 'Król Złodziei' jest powieścią skierowaną do młodzieży, to i dorośli powinni docenić jej niezwykły urok. Zwłaszcza, że nie jest to zwykła powiastka przygodowa - kryje się tutaj znacznie więcej... W mej opinii jest to prawdziwa bomba - nośnik najważniejszych wartości - przyjaźni, braterstwa, miłości i oddania. Do tego opisanych i przedstawionych w tak urzekający sposób, że nie sposób się w tej historii nie zakochać!
Jednym z głównych problemów, poruszanych na kartach 'Króla Złodziei' jest kwestia dorastania i braku zrozumienia na linii dorośli-dzieci. Ci pierwsi chcieliby cofnąć się w lata młodości, ci drudzy marzą o byciu starszymi i niezależnymi. Nieustanne pragnienie bycia kimś innym sprawia, że porozumienie między dorosłymi i dziećmi zdaje się być niemożliwe. W pewnym jednak momencie okazuje się, że bez pomocy dobrej wróżki i opiekuńczego detektywa młodzi bohaterowie mogą sobie nie poradzić. Czy wyrzekną się swoich zasad i chwycą pomocną dłoń? A może wciąż będą zdani tylko na siebie?

Cóż... Przeczytajcie i dowiedzcie się sami. Na pewno się nie rozczarujecie!

Ocena: Bardzo dobra
 

 
Ostatnio trochę poszperałam i znalazłam bardzo ciekawe cytaty z Dr House'a.

Dr House: (...) wszyscy ze względu na laskę zakładają, że jestem pacjentem.
Dr Wilson: Więc dlaczego nie zaczniesz nosić białego kitla (...)?
Dr House: Nie chcę, żeby pomyśleli, że jestem lekarzem.

Dr House: To moja nowa laska. Wyszczupla mnie, bo jest pionowa.

Dr Foreman: A, Cameron, będziesz mi potrzebna na kilka godzin.
Dr Cameron: Co się dzieje?
Dr Foreman: Kiedy włamujesz się do cudzego domu, zawsze lepiej mieć przy sobie białą laskę.

Dr Chase: Tu jest małe wygięcie. Łuk do góry.
Dr House: Zgadujesz?
Dr Chase: Tak.
Dr House: Szkoda, bo masz rację.
Dr Foreman: Pewnie się tylko poruszył. Nikt nie leży całkiem nieruchomo przez cały rezonans.
Dr House: Tak, na pewno się zniecierpliwił i przesunął jedną półkulę mózgową do bardziej wygodnej pozycji.

Dr Chase: Jakbyś się czuł, gdybym zaczął się wtrącać w twoje życie osobiste?
Dr House: Nie cierpiałbym tego. Dlatego przezornie go nie mam.

Dr House: Operowałabyś swoją matkę?
Studentka 2: Oczywiście, że nie. Byłabym zbyt podenerwowana, nie mogłabym być obiektywna.
Dr House: Więc dlaczego upieracie się, żeby traktować każdego pacjenta jak członka rodziny?

Dr House: Lubię swoją nogę. Mam ją, od kiedy pamiętam.

Dr Foreman: Saturacja w normie.
Dr House: Zmieniła się o jeden procent.
Dr Foreman: Mieści się w normie. To normalne.
Dr House: Gdyby jej DNA zmieniło się o jeden procent, byłaby delfinem.

Dr House: Wstanę i podejdę do drzwi... Kiedy nacisnę klamkę, ty nagle postanowisz powiedzieć prawdę i będę musiał wrócić. Tylko widzisz... boli mnie noga. Daruj mi spacer.

Dr Cameron: (o pacjentce) Mamy krwawienie z odbytu.
Dr House Wszyscy?

Dr Cuddy: Nie chcę wiedzieć, jak uzasadniasz strzelanie do zwłok.
Dr House: Ze strzelaniem do żywych jest więcej formalności.

Dr Cuddy (wchodząc): Co tu robicie? Zamówiłam tą salę od drugiej do trzeciej.
Dr House: Czasu wschodniego? Myślałem, że zachodniego – głupek ze mnie.
Który najlepszy?
 

 
Macie jakieś ulubione seriale? Ja ostatnio zakochałam się w Czasie Honoru i nie opuściłam ani jednego odcinka. Nie wiem dlaczego mi się tak bardzo spodobał ten serial... Może dlatego że lubię tematykę II wojny? W każdym bądź razie zakochałam się w tym serialu.
Pozatym uwielbiam jeszcze Dr. House'a! Serial, którym moja mama się zachłystuje, razem ze mną i moim tatą. Błyskotliwe dialogi i humor głównego bohatera to jest coś co na zawsze zapada w pamięć.
  • awatar nowoUK: Mój jeden jedyny to Chirurdzy, przez jakiś czas podobał mi się też Once upon a time, aniedawno zaczęłam oglądać Private practice - ale to tylko przez powiązanie z Chirurgami ;D
  • awatar bravelittleangel: Moje to Supernatural, House, VD, 90210, Merlin, Gra o tron, Lekarze, nasza polska Julka ;p Trochę tego jest, ale lubię tak sobie obejrzeć :) Na wakacjach z kolei obejrzałam całą Dynastię Tudorów, jakoś tak wkręciłam się w taki klimat :]
  • awatar Mirya: Uwielbiam House'a, a raczej uwielbiałam bo wszystkie odcinki już widziałam :) A oglądam mnóstwo seriali ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jedna z moich ulubionych piosenek. Moimi ulubionymi piosenkarkami są np. Shakira i Beyonce, z paroma wyjatkami.
 

 
Całkiem nie dawno Emma Watson, jedna z moich ulubionych aktorek, pokazała się na kolejnej premierze swojego filmu "Th perks of being a wallflower". Tym razem odbyła sie ona w Londynie. Emma założyła na tą okazję strój od Diora, z kolekcji Haute Couture 2012. Jeśli powiem że kolekcja mi się kompletnie nie spodobała, to będzie mało. Jak dla mnie jest ona okropna... Może komuś mogą się podobać te stroje ale ja do tych osób nie należę.
Nie potrafię odpowiedzieć, czemu Emma zdecydowała się włąśnie na ten strój. Nie wiem czemu prawie całkowicie skopiowała go od modelki. Jedna i druga mi się nie spodobały. Modelka wygląda śmiesznie w tym dzimnym kroju. Emma jak mi się wydaje, zmieniła troszkę górę (na szczęście), to jednak nie uratowało całości. Strój jest na bardzo monotonny: czarna krótka sukienka i czarne spodnie w jednym zestawie kompletnie nie przypadły mi do gustu. Strój bez spodni jeszcze by się jako tako bronił...
Dodatki też nie są najlepsze. Buty jeszcze dodają monotonni, a drobny naszyjnik, jest całkowicie niewidoczny.
Jak dla mnie jeden z najsłabszych strojów Emmy.
  • awatar Mirya: Mi się bardzo podoba :) Trochę dojrzalszy strój, fajnie że kombinuje i ciągle zaskakuje. Tylko fryzura trochę za słodka do całości.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"X-men"
gatunek: Akcja, Sci-Fi
premiera: 13 października 2000
produkcja: USA
reżyseria: Bryan Singer
scenariusz: David Hayter

Fabuła: Ekranizacja jednej z najpopularniejszych serii komiksowej na świecie opowiadającej o grupie obdarzonych ponadnaturalnymi zdolnościami mutantów, którzy przez swoją odmienność są prześladowani przez ludzi. Znajdują schronienie w specjalnej szkole profesora Charlesa Xaviera, który otacza mutantów troskliwą opieką i uczy ich jak korzystać z ich unikalnych zdolności. Niestety, nie wszyscy mutanci chcą wieść pokojowy tryb życia. Część z nich pod wodzą Magneto pragnie pokonać ludzkość i opanować świat. Konfrontacja pomiędzy mutantami staje się nieunikniona.

Ostatnio strasznie polubiłam tą serię. Wcześniej raczej nie lubiłam, tego typu filmów. A jeżeli już je oglądałam, to tylko dlatego że nie było niczego ciekawszego w telewizji. Najbardziej w całym filmie spodobał mi się Hugh Jackman w roli Wolverina vel. Logana. Jest dokładnie taki jaki powinien być: dziki, silny, nieprzyzwoicie przystojny i wielki podrywacz. Nawet jego sposób poruszania się i sam styl bycia, świetnie pasuje do tej roli.
Podoba mi się też wątek miłosny, który już teraz jest dosyć skomplikowany, nie mówiąc już o kolejnych częściach. Efekty specjalne są jak na dzisiejsze czasy, całkowicie amatorskie, ale należy pamiętać że film powstał w 2000 roku.
Ocena: bardzo dobry.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kolejny wpis z cyklu "Ulubione Książki"

"Mała księżniczka"
Autor: Frances Hodgson Burnett

Fabuła: Siedmioletnia Sara Crewe, wychowana w Indiach przez czułego i pobłażliwego ojca, kapitana Ralfa Crewe, zostaje wysłana do Londynu, gdzie ma uczyć się na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Marię Minchin. Będąc pod wrażeniem fortuny Crewego i mając nadzieję na jak najdłuższy pobyt Sary na pensji, panna Minchin pozwala jej na o wiele więcej niż innym uczennicom. Sara ma swoją pokojówkę, salon, kucyka i ekstrawagancką garderobę, ponadto może robić wszystko, na co ma ochotę i stale jest komplementowana i przedstawiana jako wzorowa uczennica. Jej prestiż jeszcze wzrasta, gdy kapitan Crewe zostaje współwłaścicielem kilku kopalni diamentów. Mimo tak wyjątkowej pozycji Sara pozostaje skromna i kulturalna, doskonale się uczy i przyjaźnie odnosi się do wszystkich w szkole.
W dniu jedenastych urodzin jej życie nagle się jednak zmienia...

Tyle na temat fabuły. A co do książki: Książka piękna, poruszająca, wzruszająca! Czytałam ją z prawdziwym przejęciem Zaangażowana emocjonalnie w życie małej, uroczej i dzielnej bohaterki, tak bardzo doświadczonej przez los...Piękna wzorcowa postawa małej Księżniczki o pięknej duszy i dużej sile poetyckiej wyobrażni. Moim skromnym zdaniem, książka powinna być obowiązkową lekturą w szkole podstawowej! Polecam wszystkim: starym i młodym. "Mała księżniczka" jest książką, którą moim zdaniem powinien przeczytać każdy. Przedstawia wciąż aktualny obraz szacunku dla innych nie tyle u dzieci, co u współczesnej młodzieży. Daje do myślenia, jest pięknie napisana. Z pewnością wrócę do tej książki jeszcze nie raz.
Ocena: Arcydzieło
  • awatar bravelittleangel: oj tak, piękna książka :) Czytałam ją już dawno dawno, ale pamiętam, że mi się bardzo podobała "Mały Lord" i "Tajemniczy Ogród" też są cudowne
  • awatar onlysunshine: Przymierzam się do tej książki ,ale jakoś nie mogę znaleźć czasu ;P
  • awatar Mirya: Widziałam film i teraz marzę o przeczytaniu książki ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na drugi miejscu jest Nicole Kidman w przepięknej biało-błękitnej kreacji. Sukienka bardzo mi się podoba, głównie przez ten śliczny niebieski wzorek. Bardzo lubię takie "niekonwekcjonalne" stroje, a ten trafia na moją listę ulubionych. Krój sukienki, bardzo dobrze pasuje do sylwetki Nicole, która ja wiemy jest bardzo wysoka. Zresztą Nicole, chyba wie że właśnie w takich strojach wygląda najlepiej, bo często wybiera taki typ sukienki. Do całej stylizacji dobrze pasują także proste włosy aktorki. Jedynie co mi psuje ten strój to buty wystające spod sukienki. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie to że buty (przynqajmniej na tym zdjęciu) wyglądają jak buty mojej babci...
  • awatar bravelittleangel: Na pierwszy rzut oka ten wzór wyglądał dla mnie jak anielskie skrzydła :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›